niedziela, 26 stycznia 2014

Violetta 2 rozdział IV

PO ZAKUPACH
*W DOMU ANGIE*
-Tato?co ty tutaj robisz?
-Musimy porozmawiać.
-Dobrze,usiądźmy
-Ok...
-No więc o czym chcecie rozmawiać?
-Wyjeżdżamy.
-Znowu odbierasz mi przyjaciół i Leona,dlaczego jesteś taki podły?!
-Spokojnie.Daj mi wyjaśnić,,
-Dobrze!
-Babcia jest chora i musimy do niej pojechać.
-Co?! co jej jest?
-Miała zawał kochanie,jeśli nie chcesz jechać to zrozumiem.
-Nie,już się pakuje!
-Dzisiaj wieczorem wyjazd,nie wiadomo kiedy wrócimy.Do wieczora masz czas by poinformować wszystkich ze studio..
-Ale potem wrócimy i wszystko będzie dobrze?
-Oczywiście.
-Obiecujesz?
-Przyrzekam.
-Dobrze kochanie idź do studia,zaraz masz zajęcia.
-Dobrze Angie,pa tato!
-Pa złotko.

W STUDIO
-Viola!-wykrzyczał Leon.-i pocałował Violettę

-Cześć kochanie.
-Chodź na zajęcia z Pablo.
-Chodźmy!

-Dobrze..zaczynamy zajęcia.
-Pablo..czy moglibyśmy porozmawiać?
-Po zajęciach.
-Ale to bardzo ważne.
-Dobrze,przejdźmy do gabinetu.
-Nie,skorzystam,że wszyscy tu są.

-Wiecie pewnie przez co przechodzę.Ja i moja rodzina.Teraz wyjeżdżam.
-Dlaczego?
-Moja babcia miała zawał i chcę przy niej być,ale nie martwcie się za miesiąc,dwa wracam wszystko będzie po staremu.Jestem tego w stu procentach pewna.
-Wiesz,jak będziemy za tobą tęsknić?
-Wiem Fran,ale są komórki,komputery,damy sobie radę.
-Masz rację.Poczekamy ile się da.
-Dziękuję za zrozumienie-po policzku poleciała jej łza.
-Viola,nie płacz,wszystko będzie dobrze,tak?-pocieszała mnie Ludmiła
-Dziękuję wam za wsparcie,a teraz muszę iść.
-Leon,jak chcesz możesz odprowadzić mnie do domu.
-Mam zajęcia..
-No tak..pa.
-Pa
-Ale mogę odprowadzić cię do parku,zgoda?
-Tak..


-Nie martw się..
-Nie gniewasz się na mnie?
-Dlaczego miałbym się gniewać?
-Kocham cię.
-A ja ciebie złotko.
-(śmiech)


WIECZOREM
-Violetta,wszystko wzięłaś?
-Tak tato,wzięłam tylko najpotrzebniejsze rzeczy.
-To dobrze.
-Vilu,masz gości.
-Wpuść ich Angie.
-Masz pięć minut kochanie.
-Dobrze tato..

-Dziewczyny!chłopaki! co wy tu robicie?
-Musieliśmy się z tobą pożegnać.


-Kocham was.
-A my ciebie-wykrzyczeli chórem
-Viola,masz tu moje zdjęcie,pamiętaj o mnie i zadzwoń jak dolecisz.
-Dziękuję,na pewno dam znać żebyście się nie martwili.


-Viola! jedziemy!
-Jeszcze minutka.
-Dobrze.

Violetta ściskała wszystkich po kolei.
-Do zobaczenia!
-Pa kochana!

W SZPITALU
*LOS ANGELES*
-Panno Castillo,ma pani gości
-Niech wejdą.
-Babcia!
-Moja maleńka! skąd wy się tu wzięliście?
-Przylecieliśmy.
-Cześć Angelika.
-Witaj Germanie.
-Mamo!jak się czujesz?
-Angie,kochana..już lepiej..mam nadzieję,że nie długo mnie wypiszą,bo mam dość tego szpitala.
-W to nie wątpię.Leżysz tu od ponad 2 tygodni.
-(UŚMIECH)
Nagle do sali wszedł lekarz.
-Czy mogę rozmawiać z panią Angie Castillo?
-Tak.
-Proszę za mną.
Nastała minuta ciszy.
-Violetta,napijesz się czegoś?
-Tak tato,poproszę herbatkę.
-Aha,ok.Zaraz wracam.
-Ok.

-Co u ciebie maleńka?
-Wszystko dobrze babciu
-Masz chłopaka?
-Tak,wybrałam-Leona.
-Jesteś z nim szczęśliwa?
-Najszczęśliwsza.
-To dobrze.
-A ty jak się czujesz?
-Już dobrze.

Nagle wróciła Angie.
-I co lekarz mówił córeczko?
-Jutro rano wychodzisz.
-Bardzo się cieszę.

W STUDIO
-Ludmiła! przestań zachowywać się jak DIVA.i śpiewaj,a nie ciągle zrzędzisz!
-Fran,ja jestem super nową,muszę pogrymasić by wzmocnić mój blask.
-Super nową? chyba super denerwującą.
-Zazdrościsz!
-Czego?
-Mojego pięknego głosu!,bo ty jesteś beztalenciem!
-Jasne,chyba ty.
-Dziewczyny! koniec tego!-przerwał Pablo
-To jej wina Pablo,to Franczeska zaczęła.

-Ja widziałem kto zaczął,idź na scenę.
-Już idę.

Ludmiła zaczęła śpiewać piosenkę FOR POR TI.
-I co? pewnie genialnie,jak zawsze.
-Ujdzie,Franczeska na scenę.
Franczeska zaśpiewała piosenkę EM MI MUNDO
-Świetnie!
-Dziękuje Pablo.
-Dobrze dzieciaki,koniec lekcji!

-Jaka szkoda,że nie ma Violetty.
-Masz rację Kami.
-Chodźcie na lekcje z Jackie i Gregorio.
-Kocham ich lekcje...
-A z właszcza TO JEJ WINA PABLO...GREGORIO JA JESTEM UTALENTOWANA I ŁADNIEJSZA I BLA BLA BLA! (ŚMIECH)

2 MIESIĄCE PÓŹNIEJ
VIOLETTA
Dzisiaj wracam do studio.Tak się cieszę,spotkam się z przyjaciółmi i Leonem.Bardzo za nimi tęskniłam.Cieszę się,że z babcią już wszystko dobrze.Kamień spadł mi z serca.Na razie jest ustalone,że odwiedzamy ją co miesiąc.Długie weekendy również będziemy spędzać i babcią.

W STUDIO
VIOLETTA
Dzisiaj wolne,czy co..nikogo nie ma.Nagle zobaczyłam wyłaniających się przyjaciół.Śpiewali jakąś piosenkę.


Zrobiło mi się bardzo miło.Po skończonej piosence podziękowałam wszystkim i ich uściskałam.Tak bardzo ich kocham,że ja nie mogę!
-Cieszymy się,ze wróciłaś!-wykrzyczeli.
-Jesteście kochani!
-Dzisiaj masz wolne..możesz spędzić czas z każdym,ale zrozumiemy,jak będziesz chciała spędzić go z Leonem.
-Na serio?
-Tak,idźcie!

KOŁO STUDIO ON BEAT

-Wskakuj.

-Na motor? o nie..
-Nie bój się..boisz się?
-Troszkę..
-Nie masz czego,przecież jedziesz ze mną.Ufasz mi?
-Oczywiście.
-No to ubieraj kask i wsiadaj.
-Dobrze,kocham cię.Bardzo tęskniłam.
-Ja ciebie też.Również tęskniłem.

Razem z Leonem wsiedliśmy na motor i ruszyliśmy w silną dal...


-To tutaj..
-Jesteśmy w lesie?! gdzieś ty mnie wywiózł?
-Chodź ze mną..
-Ok..


-Ale tu pięknie..
-Przychodzę tu jak nie mam weny,albo mam doła..
-Kiedy odkryłeś to miejsce?
-Z rok temu,nie wiem..raz byłeś wściekły i pojechałem gdzie kol wiek i odkryłem to miejsce.
-Wow.
-Siadaj..
-Ok..

LEON
Usiedliśmy na ławce.Violetta poprawiała włosy,gdy nagle zaczął wiać mały wiaterek.Viola miała rozpuszczone włosy,więc wiatr rozwiał jej piękne włosy.


Ona patrzyła na mnie,a ja na nią.Nie spuszczaliśmy z siebie wzroku.Postanowiłem ją pocałować.




Nasze usta złączyły się w pocałunku.

-Kocham cię Violetto.
-A ja ciebie Leon.Może pojedziemy gdzieś indziej?
-Jak chcesz..
Oboje wstaliśmy.


-Chodź.
-Wsiadaj.


-Już..

W PARKU

-Violu,dzwoniła mama i muszę wracać do domu.Pa.
-Ok,pa.

Violetta przechadzała się po parku w samotności.Nagle przyszedł Diego.



-Cześć piękna,co tam?
-Cześć,nic,przechadzam się po parku.
-Mogę się dołączyć?
-Jak chcesz..to pewnie..
-Chodź ze mną.
-Gdzie Diego?
-Po prostu chodź..
-Ok..

-Skąd tu wytrzasnąłeś tą gitarę?
-Mam tu schowek,ale nikomu ani słowa,jasne?
-Jak słońce.


Diego zaśpiewał piosenkę swojego autorstwa.
-Podobała się?
-Tak,jest piękna.
-Serio?
-Tak.Jest prze cudowna.
-To mi miło.Zaśpiewasz ze mną jakąś piosenkę?
-Jaką?
-Na przykład ARE YOU READY
-Ok...

-Świetnie nam wyszło.
-No..(telefon Violetty)
-Tak,słucham?
-Tato..jeszcze pół godziny..
-Z kim jestem?jestem z Diego.
-Nie przesadzaj,to mój kolega.
-Ogarnij się!
-PRZEPRASZAM,ALE mnie denerwujesz.
-Ty nie podnoś na mnie głosu.
-Ty przestań.
-No mów..
-Co jak to?Gdzie on jest?
-Zaraz tam będę.

-Viola,co się stało?
-Federico miał wypadek.Jest w szpitalu muszę tak jechać!
-Nie puszczę cię w takim stanie!
Usiądź i się uspokój.

-Dziękuję..Już mi lepiej,a teraz muszę iść.
-Dobrze..

19:15
VIOLETTA
Biedny Federico..Dlaczego on? Teraz walczy o życie na sali operacyjnej.
-Boże,co on ci zrobił?
Musiał na niego najechać.To wszystko wina tego pijaka,co siedział na motorze.Federico spokojnie szedł,a on musiał na niego wpaść..dlaczego?!Idę się przewietrzyć,bo dłużej tu nie wytrzymam!

NA DWORZE
*PRZY SZPITALU*
Nagle zobaczyłam Diego.Byłam zrozpaczona i rzuciłam się w jego ramiona.


-Cieszę się,że jesteś.
-Jak Federico?
-Źle,walczy o życie na sali operacyjnej.
-Dlaczego martwisz się prawie nie znajomym?
-Znam go od małego,to mój kuzyn..
-Kto o tym wiedział?
-Nikt,tylko ja i moja rodzina.Leonowi nawet o tym nie mówiłam.
-Teraz ja o tym wiem,on też będzie musiał się dowiedzieć.
-Wiem.-nagle zza moich pleców dobiegł mnie krzyk Leona.

-Violetta!
-Leon!
-Co jest z Federico?
-Walczy o życie na sali operacyjnej.
-Szkoda mi go..
-Muszę ci coś wyznać..Federico to mój kuzyn,
-Co?
-Tak.To mój kuzyn.
-Ok..?
-Muszę wracać..
-Dobrze,poczekam tu.
-OK

NA KORYTARZU
-Czy jest ktoś z rodziny Federico Gonzalesa?
-Tak to ja.
-Kim pani jest?
-Violetta Castillo.Jestem jego kuzynką.
-Proszę wchodzić.

-Nie doktor mówi,co z nim będzie?
-Być może nie odzyska czucia w lewej ręce.
-Czyli ta ręka będzie sparaliżowana?
-Tak.
-Na ile procent.Na sto?
-Szczerze?
-Tak.
-90 procent,ale to może się jutro zmienić.
-Aha-wybuchłam płaczem
-Spokojnie..
-Do widzenia,proszę mnie informować.
-Oczywiście.

VIOLETTA
Przed szpitalem opatrywali tego idiotę,Moje nerwy nie wytrzymały i musiałam działać..

-Żeby dali panu dożywocie-szarpałam jego koszulę.
-Spokojnie panienko..
-Ja jestem spokojna!
-Niech pani się zamknie z łaski swojej!
-Chyba pan!-wrzeszczałam
-Violetta!-usłyszałam głos Diego.
-Proszę jej wybaczyć..
-Diego puszczaj mnie!
-Nigdzie cię nie puszczę.


-Nie rozumiesz?! Federico może mieć sparaliżowana rękę,a to wszystko przez tego idiotę!
-Violetta..spokojnie..
-Nie daję sobie już z tym rady! zrozum!
-Spokojnie!popatrz na to zdjęcie:


Widzę na nim silną i nie zależną kobietę.Gdzie ona się podziała?
-Utonęła w żalu i rozpaczy.
-Nie mów tak.Wiem,że gdzieś w głębi serca ona nadal istnieje!
-Może i tak..
-Ja muszę iść,wracam za godzinę..
-Dobrze..

5 MINUT PÓŹNIEJ

-Leon,jak dobrze,że jesteś!
-Zawsze będę.Poinformowałem dziewczyny,zaraz tu będą.

LUDMIŁA,NATY,FRANCZESKA,KAMILA
-Dlaczego ten szpital jest tak daleko!
-Lu,to tylko 5 kilometrów.Przejdziemy się..
-Idziemy od 20 minut!
-Nogi mnie bolą!
-Fran,Kami,spoko..jeszcze z ok.30 minut
-Tak dużo?
-Tak

LEON I VIOLETTA


-Kocham cię,wiesz?
-A ja ciebie Vilu.
-Diego mi wszystko powiedział,jak się trzymasz?
-Dobrze,już mniej panikuję i jestem spokojniejsza,bo ty tu jesteś.
-(uśmiech) miło mi,że tak mówisz.
Chodź do mnie!


-Już mi lepiej
-No,ja myślę..

Nagle przyszedł tato i Angie.

-Kochanie!
-Ciociu!
-Jak się trzymasz?
-Dobrze..
-Vila,ja pójdę.
-Pa Leoś
-Fajnie,że przyszliście.Ja pójdę,może uda mi się wejść do Federico.
-Dobrze..

-German,to jest takie nie sprawiedliwe..


-Wiem Angie,spokojnie..
-Gdzie Esmeralda?
-Została w domu z Olgą..
-Strasznie panikowała,co?
-Żebyś wiedziała..
-Chwila,mama dzwoni

-Tak mamo?
-Jak to jesteś na lotnisku?
-Obiecywałaś,że nie przyjedziesz!
-Co to znaczy,że musiałaś?!
-Dobrze,już jadę.

-Angie,Angelika przyjeżdża
-Tak,muszę po nią pojechać,zostań z Violą,
-Dobrze.

NA LOTNISKU



-Mamo!obiecywałaś!
-Wiem córeczko,ale musiałam..ten chłopak to również moja rodzina..
-Chodź...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz